strona główna informacje medyczne o nas kontakt

Niech żywi nie tracą nadziei

Czy można wierzyć w swoje szczęście, że przeżywszy amputację piersi już nic gorszego mi nie grozi zwłaszcza, że szczęście darowane mi od Boga trwało prawie osiem lat. I nagle wiadomość, jak grom z jasnego nieba spada na mnie.

Pani Danko są przerzuty, ale proszę nie wpadać w panikę - guzki są ale niewielkie.

Pierwsze chwile - szok, rozpacz - trzeba wziąć się w garść. Nie wiem skąd bierze się to zło. Mimo przestrzegania wszystkich badań, wizyt lekarskich, szeregu rehabilitacji i wielu leków. Przez te lata przecież osiągnęłam bardzo dobre wyniki, w związku z czym było wiele radości z rezultatów tej pracy. Mimo tak srogiej, drugiej diagnozy, moi lekarze twierdzą, że damy radę się z tym uporać - oczywiście przy mojej pomocy - z wiarą w pomyślność leczenia, silny charakter, upór i intensywną pracą nad sobą. To wszystko napewno da oczekiwane efekty. Myślę, że trzeba się pozbierać po porażce zdrowotnej i osiągnąć oczekiwane sukcesy w leczeniu. Ale nie mogłabym tego zrobić, gdybym była sama.

Mam przecież i korzystam ze stałej opieki kilku naszym lekarzy, psychologów, całego dostępnego nam sprzętu technicznego oraz niezawodowego miłego uśmiechu i wielu pozytywnych rozmów z rodziną i przyjaciółkami z Klubu Amazonek. Na pewno pokonam po raz drugi tę złośliwą bestię. Wiem z doświadczenia, że trzeba i można uciekać przed rozpaczą gdyż choroba wymaga absolutnego zdyscyplinowania.

Cieszę się każdym przeżytym dniem i witam z radością dzień następny. Cieszę się, że po prostu żyję i mogę się tym szczęściem chwalić i dzielić z innymi bardziej niewierzącymi w dobre jutro. Wiem, że tych dni będzie bardzo dużo i wołam: Niech żywi nie tracą nadziei.

Danuta Sikorska